Ostseereise—Friedensprojekt

328322_2013-12-24_fognin_baltfried_hdr3_1680 In vier Wochen geht es los! Das „Friedensprojekt Ostseeraum“ steht in den Startlöchern.
Und wie immer und immer wieder geht es für mich erst einmal darum, mich frei zu machen von jeglichen Erwartungen und Bedingungen. Das fing schon damit an, als ich im Januar 2018 von einem lieben Menschen, dem ich begeistert von meiner Idee erzählte, einen großzügigen „finanziellen Grundstock“ für diese Reise geschenkt bekam. Einfach so. Ohne Erwartung oder Verpflichtung seinerseits. Und meinerseits völlig unerwartet. Spannend war es, mich zu beobachten, was so ein Geschenk mit mir macht. Obwohl es ganz frei war, rief es gewisse Muster und Denkstrukturen auf den Plan: Darf ich das annehmen? Was wird von mir erwartet? Was erwarte ich selber von mir?
Schnell wurde klar, dass es nicht einfach nur eine Urlaubsreise werden würde, sondern ein Projekt zur Vernetzung von Menschen und Orten rings um die Ostsee. Doch genauso klar war und ist es, dass es mir um den inneren Frieden geht und nicht um irgendwelchen Aktivismus äußerer Art. Immer wieder gilt es, die Balance zu halten zwischen notwendigen äußeren Aktivitäten (Reiseplanung, Buchung, Suche nach Kontaktmöglichkeiten im Internet usw.) und dem Loslassen und Vertrauen auf die innere Führung, wenn es dann soweit ist. Schwer für mich, ich bin so veranlagt, dass ich gerne Pläne mache und diese dann umsetzen will.
Schon lange hatte ich den Wunsch, alle Länder rings um die Ostsee kennen zu lernen. Die deutsche Ostseeküste, Polen, das Kaliningrader Gebiet, Litauen (die kurische Nehrung) und natürlich Dänemark und Schweden sind mir bereits vertraut. Nun soll es weiter ins Baltikum und nach Finnland gehen, genauer gesagt in die Städte, in die wir bei unserem alljährlichen weihnachtlichen Friedensritual am Strand von Eckernförde „Lichtbrücken“ bauen: Klaipeda, Riga, Tallinn, Helsinki und Turku. Sankt Petersburg steht für nächstes Jahr auf dem Plan.
Der Impuls, in diese Städte zu reisen, mit denen ich nun seit fast zehn Jahren in Gedanken verbunden bin, entstand kurz nach dem letzten Weihnachtsfrieden-Ritual am 24. Dezember 2017. Es war ein fürchterliches Wetter, eiskalter Sturm und Nieselregen. Trotzdem kamen über 50 Menschen, so viele wie nie zuvor. Es entstand eine dichte feierliche Atmosphäre, eine spürbare verbindende Substanz, die über viele Jahre gewachsen war und diesmal besonders stark erlebbar wurde. Für viele Teilnehmer der ersten Stunde eine inzwischen unverzichtbare Tradition!
Diese Stimmung wurde von der Reporterin der Eckernförder Zeitung sehr einfühlsam aufgefangen. Allerdings gab es auch ein kleines Missverständnis, denn sie schreib in ihrem Artikel, dass es in den Städten, die wir beim Ritual begrüßen, ebenfalls Menschen gibt, die gleichzeitig dasselbe tun. Definitiv gibt es die Tradition der Verkündigung des Weihnachtsfriedens meines Wissens nur in Finnland und Estland, und selbst dort in anderer Form als bei uns.
„Schön wäre es!“ dachte ich, als ich den Artikel las. Zuerst ein bisschen ärgerlich ob des Missverständnisses, schlug der Ärger plötzlich um in den Gedanken: „So sei es!“ Möge es eine selbsterfüllende Prophezeiung sein, dass es nach und nach an all diesen Orten Menschen gibt, die ebenso an uns denken und Lichtbrücken über die Ostsee bauen, so wie wir es tun!
Nachdem die Idee geboren war und das unerwartete Geldgeschenk die Reise real ermöglichte, machte ich mich an die Arbeit und verfasste einen kleinen Text, der möglichen Interessenten eine Orientierung zu dem Ritual und seinen Anknüpfungspunkten geben kann. Diesen Text schickte ich zunächst per email in drei Sprachen (englisch, russisch, deutsch) an über 70 Waldorfadressen im Baltikum und Finnland, außerdem an deutschsprachige Zeitungen im Baltikum. Nicht dass ich viel Resonanz erwartet hätte, ich bin mit zwei bisherigen Antworten druchaus zufrieden.
Natürlich werden wir den Text auch im Gepäck haben. Wir, das sind: meine Freundin Beate Hodapp, Kunsttherapeutin aus Hessen, und ich, Christiane. Da wir bisher kaum konkrete Anlaufstellen haben, nichts, was wir wirklich planen könnten, liegt unser Fokus zunächst auf innerer Arbeit:
Beate hat ein Kartenset mit 43 ihrer Gemälde drucken lassen, die von weiblichen Qualitäten inspiriert sind, die in jedem Menschen wirksam sind. Für mich sind diese Bilder echte Heilmittel für die Seele, allein das Anschauen löst unmittelbar tiefe Prozesse aus, die mit Sicherheit dem inneren Frieden dienen können. Die weiblichen Qualitäten passen auf jeden Fall gut zu der Ostsee, deren Umrisse an die Form einer knienden Jungfrau erinnern.
Mit diesen Karten wollen wir arbeiten und sie während der Reise auch verteilen, an Menschen, die uns begegnen, oder einfach an den Orten lassen, mit denen wir uns verbunden fühlen. Dies alles wollen wir dokumentieren, um möglichst viele Menschen zeitnah (facebook: https://www.facebook.com/cfeuerstack/?modal=admin_todo_tour ) oder auch später noch teilhaben zu lassen.

Projekt „Pokój nad Bałtykiem“

russischer englischer deutscher dänischer schwedischer Text

— odradza się stara tradycja:

12391453_10153329300278034_8918434720504157488_n Budujmy duchowe mosty ponad Bałtykiem -i dalej Zbudujmy duchowe mosty miedzy ludźmi i miejscami przez świąteczny rytuał pokojowy. Przebieg rytuału nie ma znaczenia. Chodzi o wewnętrzny spokój i ideę duchowych więzi, które mają łądczyć różne kraje, miejsca i ludzi, przeszłość i przyszłość. Wewnętrzne duchowe połaczenie tworzy pokój. Zaczyna się on głębokim, miłosnym połączeniem z samym sobą i z najblizszymi, wtedy może nadal promieniować. Pomocne może się stać przywrócenie starej tradycji, ponieważ tradycje same w sobie mogą tworzyć łączącą i odżywczą substancję wśród ludzi.

26170226_1599933416761493_3650476287151950304_o Tradycję ową rozpoczyna Zwiastowanie pokoju Bożego Narodzenia w Turku (Finlandia)w 1320, które jest udokumentowane. W dzisiejszych czasach kontynuuje ją wójt gminy Turku rocznie przez coroczne mowy wigiline o 12 w południe z balkonu średniowiecznego ratusza, które są nadawane w radiu i telewizji.
Od 1946 r. datuje się podobny zwyczaj w Tornio, północnej Finlandii. Początki rytuału sięgają do historii.
Po śmierci ojca Gustava Adolfa, w 1632 roku sześcioletnia Christina została królową Szwecji, wielka księżna Finlandii, księżna Estonii i Karelii. Jest uważana za siłę napędową negocjacji pokojowych, prowadzących do zakończenia wojny trzydziestoletniej. Wprowadziła ona zwyczaj głoszenia świątecznego pokoju przez całe swoje panowanie.
Po długiej przerwie tradycja została przywrócona w Estonii w 1993 r.

15774811_1795118280754445_1712433817581450649_o W 2008 roku mieszkanka Eckernförde, Christiane Feuerstack, uświadomiła sobie tę tradycję i podjęła ją w przekształconej formie. Od tego czasu, co roku 24.XII. o godzinie 11 (CET), pokrywającej się z ogłoszeniem Bożego pokoju w Finlandii i Estonii (12:00 EET), wielu ludzi zbiera się na plaży bałtyckiej w Eckernförde aby uczestniczyć w „Rytuale Bożego Pokoju”, w którym między innymi śpiewane są piosenki w różnych językach regionu bałtyckiego: po szwedzku, po niemiecku, po polsku, po rosyjsku. Miejscem rytuału jest symboliczne dzieło łotewskiego artysty, Ojars Petersona, „Most nad morzem“, którego odpowiednik znajduje się w Rydze. W duchu tego wirtualnego mostu rytuał tworzy „mosty światła“ nad Morzem Bałtyckim, łącząc dziewięć krajów nadbałtyckich. Uczestnicy trzymają zapalone pochodnie i witają dziewięć wybranych miast przybrzeżnych: Gdańsk, Kaliningrad, Kłajpedę, Rygę, Tallin, Petersburg, Helsinki, Turku, Sztokholm, Kopenhagę i: Eckernförde.

15774634_1795116164087990_2733947336465395271_o 2018Ten rytuał, zwany „Eckernförde Weihnachtsfrieden“ (Pokój Bożego Narodzenia z Eckerforde) w 2018 roku obchodzi 10-lecie istnienia! To, co zaczęło się dziesięć lat temu w małym gronie, stało się tak duże, że w ostatnich latach nawet w niesprzyjających warunkach pogodowych uczestniczyło w nim ponad 50 osób. Dalszy wzrost w tym miejscu prawdopodobnie wykracza poza zakres poprzedniej formy. Dlatego chcemy rozprzestrzeniać go w formie odgałęzień, które jednocześnie angażują się w swojej miejscowości. Nie potrzeba wielkiego wysiłku, aby aktywować delikatnego duch a pokoju! Dwie do trzech osób wystarczy, aby zacząć coś, co można zaprojektować według własnej wyobraźni i możliwości. Byłoby miło poznać się nawzajem i połączyć wszystkie inicjatywy. Jeśli czujesz się zainspirowany do uczestnictwa, skontaktuj się z: Christiane Feuerstack (+49-4351-7266802) christiane@feuerstack.net

15723444_1795118000754473_366109403678573544_o Po polsku proszę się zwracać do pani Oleny Sochackiej: odabrowicz@gmail.com tel. +4917672120098

Fotos: fognin www.fognin.net

The Baltic Peace Project

russischer deutscher dänischer polnischer schwedischer Text

— An old tradition is being revived.

12391453_10153329300278034_8918434720504157488_n 1320 – For the first time documented: The Declaration of Christmas Peace in Turku (Finland). Nowadays, every year at noon on Christmas Eve, the director of the municipal administration announces the medieval greeting message, which is broadcast on radio and television. Since 1946, this tradition has also been in existence in Tornio, Northern Finland.

 

12341417_1638853939714214_3525044616359400302_n 1632 – The six-year-old Christina – after the death of her father Gustav Adolf – became
Queen of Sweden, Grand Duchess of Finland, Duchess of Estonia and Karelia. She is regarded as a driving force at the peace negotiations for the termination of the Thirty Years’ War. She introduced the tradition of the Declaration of Christmas Peace in the whole of her domains.

 


26171263_1599943660093802_5428154482346385652_o 1993 – In Estonia, the tradition of the Declaration of Christmas Peace was revived after quite a long break.

26170226_1599933416761493_3650476287151950304_o 2008 – Christiane Feuerstack of Eckernförde became aware of the said tradition and took it up in a changed form. Since then, every year at 11:00 hrs (CET) on 24th December – at the same time as the Declaration of Christmas Peace is announced in Finland and Estonia (12:00 hrs EET) – many people gather together in Eckernförde on the beach of the Baltic Sea for a “Christmas Peace Ritual” during which, among other things, they sing songs in various languages of the Baltic region. The location of this ritual is the highly symbolic artwork of the Latvian artist Ojars Petersons “Bridge across the Sea”, the counterpart of which is in Riga. In terms of this virtual bridge, the ritual is supposed to develop “Bridges of Lights” across the Baltic Sea, which connect the nine Baltic Rim countries with each other. Nine torches are lit and greetings are sent to the selected seaside towns Gdansk, Kaliningrad, Klaipeda, Riga, Tallinn, St Petersburg, Helsinki, Turku, Stockholm, Copenhagen and – Eckernförde!

15774811_1795118280754445_1712433817581450649_o 2018 – The “Eckernförder Weihnachtsfrieden” (Eckernförde Christmas Peace) celebrates its 10th anniversary! Something that started 10 years ago in a small circle of people has meanwhile increased to such an extent that more than 50 people participated in the past years – even in adverse weather conditions. A further increase in this place would presumably go beyond the scope of the previous form. That is why we would wish for it to increase in the way of offsprings engaging in it at the same time from their respective location. It does not need a lot of effort to activate a fine energy of peace! Two or three people are enough to start something that they can create according to their own imagination and possibilities. It would be nice if people were aware of each other and inwardly included all the initiatives.

Building Bridges of Lights / Bridges of Awareness across and beyond the Baltic Sea
Such a ritual of Christmas Peace builds bridges of thoughts between people and places.
It is not very important how such a ritual is arranged. What matters are the inner peace and the idea of bridges of lights, which are supposed to connect different countries, places and people as well as the past and the future. Closeness with other people creates peace. The beginning of peace is a deep loving affinity for oneself and for people in the near neighbourhood. If that is the case, peace can radiate further. In the terms of such meaning it is helpful to take up an old tradition, because traditions as such can create a connecting and nourishing substance among people.
Whoever feels inspired to join in should not hesitate to contact
Christiane Feuerstack (0049-4351-7266802)

Fotos: fognin www.fognin.net

Проект Рождественский Мир на Балтийском море

deutscher Text englischer Text dänischer Text  schwedischer Text polnischer Text

 

Проект Рождественский Мир на Балтийском море

Старинная традиция возрождается вновь
12391453_10153329300278034_8918434720504157488_n впервые упомянута: провозглaшение Рождественского Мира в Турку (Финляндия).
Тогда на церемонии людей призывали проводить праздники благопристойно и грозили карами нарушителю рождественского покоя.
Объявление рождественского мира в той форме, которая принята сейчас, возникла в 1903 году. С тех пор средневековая приветственная речь ровно в полдень держится директором городской администрации в Турку с балкона ратуши на Старой площади. Так или иначе церемонии провозглашения Рождественского Мира проходили в Турку беспрерывно на протяжении 700 лет начиная с 14-го века. С 1946 года похожая церемония проводится и в Торнио в северной Финляндии.

26171263_1599943660093802_5428154482346385652_o 1632 Начало традиции в Эстонии было положено во времена правления шведской королевы Кристины (1632-1654 годы). После смерти её отца Густава Адольфа, Кристина в возрасте шести лет стала королевой Швеции, великой герцогиней Финляндии, герцогиней Эстонии и Карелии. В ходе истории Кристина явилась движущей силой в переговорах о мире и окончании 30-летней войны. Традицию Рождественского Мира она ввела на всех подвластных ей территориях.

26170226_1599933416761493_3650476287151950304_o после долгого перерыва традиция возрождена и в Эстонии. В сочельник, т.е. канун Рождества по григорианскому календарю, каноническому у католиков и лютеран, в полдень мэр Таллинна (в настоящее время Таави Аас) провозглашает Рождественский мир – время, на которое прекращаются войны и распри.

15774811_1795118280754445_1712433817581450649_o 2008 Кристиане Фойерштак узнает о традиции и перенимает её в видоизмененной форме.
С тех пор каждый год 24. декабря в 11 часов по среднеевропейскому времени, одновременно с провозглашением Рождественского Мира в Финляндии и Эстонии (12 часов восточноевропейского времени), множество людей собираются в Экернфёрде на берегу Балтийского моря, чтобы отпраздновать Рождественский Мир.
Частью этого ритуала стало кроме прочего также совместное пение рождественских песен на разных языках.
Место проведения ритуала – рядом с символической скульптурой латвийского художника Оярса Ретерсона „Мост через море“, вторая половина которой находится в Риге.
Продолжая идею виртуального моста, Рождественский Мир создает мысленные мосты, соединяющие девять стран вокруг Балтийского моря. Так традиционно зажигаются девять факелов и приветствуются избранные города, представляющие страны Балтики: Гданьск, Калининград, Клайпеда, Рига, Таллин, Санкт-Петербург, Хельсинки, Турку, Штокгольм, Копенгаген и – Экернфёрде!

15774634_1795116164087990_2733947336465395271_o 2018 празднует „Экернфёрдский Рождественский Мир“ свой десятилетний юбилей.
Традиция, которая десять лет назад началась в небольшом кругу, разрослась так, что в последние годы даже в самую плохую погоду более пятидесяти человек принимали в ней участие. Поэтому мы желали бы продолжить этот ритуал в виду „ответвлений“, которые присоединились бы к нам одновременно, каждое со своего места.
Для Рождественского Мира не требуется больших усилий. Достаточно двух или трех людей, чтобы начать то, что в зависимости от собственной фантазии и возможностей, станет источником энергии мира.
Хорошо было бы так-же, чтобы инициативы знали друг о друге, чтобы мысленно соединить „мосты“.

15723444_1795118000754473_366109403678573544_o мосты в сознании через Балтийское море и дальше.
Не играет большой роли, каким образом формируется ритуал. Речь идет о внутреннем мире и об идее создания мостов света между странами, городами, в сознании людей. Солидарность создает мир. Мир начинается с глубокого приятия самого себя и своего ближайшего окружения. В этом смысле старинные традиции являются большой поддержкой, поскольку они сами по себе являются связывающим веществом между людьми.
Кристиане Фойерштак
Тел.: +49 4351 7266802

Fotos: fognin www.fognin.net

Friedensprojekt Ostseeraum

russischer englischer Text dänischer Text schwedischer Text  polnischer Text
Anlässlich des 10 jährigen Jubiläums des „Eckernförder Weihnachtsfriedens“ erweitert sich diese Initiative zum
Friedensprojekt Ostseeraum
— eine alte Tradition wird neu belebt:
12391453_10153329300278034_8918434720504157488_n 1320 erstmalig belegt: Die Verkündigung des Weihnachtsfriedens in Turku (Finnland).
Seit 1903 wird die Tradition in der jetzigen Form durchgeführt: alljährlich am Heiligabend um 12 Uhr mittags spricht der Direktor der Stadtverwaltung von Turku vom Balkon des Rathauses die mittelalterliche Grußbotschaft, die heutzutage in Radio und Fernsehen übertragen wird. Seit 1946 gibt es den Brauch auch in Tornio, Nordfinnland.

26170226_1599933416761493_3650476287151950304_o 1632 wurde die sechsjährige Christina nach dem Tod ihres Vaters Gustav Adolf Königin von Schweden, Großfürstin von Finnland, Herzogin von Estland und Karelien. Sie gilt als eine treibende Kraft bei den Friedensverhandlungen zur Beendigung des 30jährigen Krieges. Den Brauch der Verkündigung des Weihnachtsfriedens führte sie in ihrem gesamten Herrschaftsbereich ein.
1993 wurde die Tradition in Estland nach längerer Pause wieder belebt.

15774811_1795118280754445_1712433817581450649_o 2008 erlangte die Eckernförderin Christiane Feuerstack Kenntnis von dieser Tradition und griff sie in verwandelter Form auf. Seitdem versammeln sich jedes Jahr am 24.12. um 11 Uhr (MEZ), zeitgleich mit der Verkündigung des Weihnachtsfriedens in Finnland und Estland (12 Uhr OEZ) viele Menschen am Ostseestrand von Eckernförde zu einem „Weihnachtsfrieden-Ritual“, bei dem unter anderem Lieder in verschiedenen Sprachen des Ostseeraumes gesungen werden.
Ort des Rituals ist das symbolträchtige Kunstwerk des lettischen Künstlers Ojars Petersons „Brücke über das Meer“, dessen Gegenstück sich in Riga befindet. Im Sinne dieser virtuellen Brücke sollen bei dem Ritual „Lichtbrücken“ über der Ostsee entstehen, die die neun Ostseeanrainerländer miteinander verbinden. Es werden neun Fackeln entzündet und ausgewählte Küstenstädte gegrüßt: Danzig, Kaliningrad, Klaipeda, Riga, Tallinn, St. Petersburg, Helsinki, Turku, Stockholm, Kopenhagen und: Eckernförde!

15774634_1795116164087990_2733947336465395271_o 2018 feiert der „Eckernförder Weihnachtsfrieden“ sein 10jähriges Jubiläum!
Was vor zehn Jahren in kleinem Kreis begann, ist inzwischen so groß geworden, dass in den letzten Jahren selbst bei widrigsten Wetterbedingungen über 50 Menschen teilgenommen haben. Ein weiteres Wachstum an diesem Ort würde den Rahmen der bisherigen Form vermutlich sprengen. Darum wünschen wir uns die weitere Vermehrung in Form von Ablegern, die sich zur selben Zeit von ihrem jeweiligen Ort aus einklinken. Es ist wenig Aufwand nötig, um eine feine Energie des Friedens zu aktivieren! Zwei bis drei Menschen genügen, um etwas zu beginnen, was je nach eigener Phantasie und Möglichkeiten gestaltet werden kann. Schön wäre es, voneinander zu wissen und alle Initiativen innerlich einzubeziehen.

Lichtbrücken /Bewusstseins-Brücken bauen über die Ostsee und weiter

15723444_1795118000754473_366109403678573544_o Mit diesem Weihnachtsfrieden-Ritual werden Gedanken-Brücken gebaut zwischen Menschen und Orten. Wie das Ritual gestaltet wird, spielt keine große Rolle. Es geht um den inneren Frieden und um die Idee der Lichtbrücken, die verschiedene Länder, Orte und Menschen, Vergangenheit und Zukunft miteinander verbinden sollen. Verbundenheit schafft Frieden. Frieden beginnt mit einer tiefen liebevollen Verbindung zu sich selbst und zum nächsten Umkreis, dann kann er weiter ausstrahlen. In diesem Sinne ist die Anknüpfung an eine alte Tradition hilfreich, da Traditionen an sich eine verbindende und nährende Substanz unter Menschen schaffen können.
Wer sich inspiriert fühlt, mitzumachen, möge sich bitte wenden an:
Christiane Feuerstack (0049-4351-7266802)

Fotos: fognin www.fognin.net



Weihnachtsfrieden

Weihnachtsfrieden — nicht nur an der Ostsee?

328116_2013-12-24_fognin_baltfried_hdr6_1680 Weihnachten einmal ganz anders feiern jenseits aller Traditionen, dachte ich vor Jahren, als meine Söhne erwachsen und der Familientraditionen überdrüssig waren. Tannenbaum, Krippe, Weihnachtslieder, Festgelage und Kommerz, ade! Aber was dann?
Gemeinsam mit einer Freundin in ähnlicher Lage machte ich einen ersten Versuch, Heiligabend in der Natur und bewusst mit den Naturwesen zu feiern. Bei hereinbrechender Dämmerung machten wir uns auf den Weg, um an sieben zuvor ausgewählten Plätzen in der Umgebung von Eckernförde Lichter aufzustellen und dort ein kleines spontanes Ritual zu kreieren, in dem wir unsere mitgebrachten Kekse mit den Naturwesen teilten und einen weihnachtlichen Spruch sprachen. Diese Aktion war völlig absichtslos und schlicht, es ging uns nur um inneren Frieden, Stille, Freude und Dankbarkeit und um das Teilen dieser Empfindungen mit und in der Natur. Diese Ruhe und Schlichtheit empfanden wir als wohltuenden Gegenpol zu der ringsum herrschenden Hektik, was in uns beiden einen tiefen Frieden und innere Erfüllung bewirkte.
Einige Freunde, denen ich vorher von unserem Plan erzählte, waren so begeistert, dass sie beschlossen, zeitgleich an ihren jeweiligen Wohnorten etwas Ähnliches zu veranstalten. Später tauschten wir uns über unsere Erlebnisse aus und waren tief berührt und ergriffen über die Übereinstimmung unserer Erfahrungen. Dazu gehörte auch, dass es vorkam, dass man tief im Wald bereits eine von offensichtlich Gleichgesinnten angezündete Kerze entdeckte, was große Freude auslöste. In den folgenden Jahren durchlief diese Art Weihnachten zu feiern mehrere Metamorphosen:

328179_2013-12-24_fognin_baltfried_hdr3_1680 In einem russischen Text über Weihnachtsbräuche im Baltikum las ich, dass es in der estnischen Hauptstadt Tallinn seit über 350 Jahren einen von der schwedischen Königin Christina eingeführten Brauch gibt, nach dem der Bürgermeister der Stadt an Heiligabend um zwölf Uhr mittags den Weihnachtsfrieden verkündet. Warum sollten wir das nicht auch in Eckernförde tun, am anderen Ende der Ostsee? Wir könnten doch zur selben Zeit einen weihnachtlichen Friedensgruß über das Wasser senden! Welcher Ort wäre besser dafür geeignet als der Strandabschnitt, an dem das Kunstwerk des lettischen Künstlers Ojars Peterson „Brücke über das Meer“ steht, eine orangefarbene halbe Holzbrücke, deren Gegenstück in Riga steht? (Zur Zeit ist die Brücke auf beiden Seiten abgebaut, weil sie marode war, aber laut Zeitungsberichten soll sie im nächsten Sommer wieder aufgebaut werden) Tallinn, Riga…., warum nicht alle Ostseeanrainerländer bedenken? Ich zeichnete eine Karte der Ostsee mit ausgewählten Küstenstädten, denen wir unsere Lichtgrüße zusenden wollten.

Aus einer anfänglich kleinen Gruppe von sechs Menschen wurde im Laufe der letzten Jahre eine immer größere, 2012 waren es ca. vierzig Leute. Es spricht sich herum, auch ohne öffentliche Bekanntmachung. Durch die Zeitverschiebung bedingt beginnen wir um elf Uhr (zeitgleich mit zwölf Uhr in Tallinn) Wir singen und tanzen in dem Bewusstsein der verbindenden Kraft der Ostsee.

Jeder ist willkommen: 24.12. 11 Uhr Strandabschnitt 4, Eckernförde

328322_2013-12-24_fognin_baltfried_hdr3_1680 Erst im vergangenen Jahr recherchierte ich im Internet unter dem Stichwort „Weihnachtsfrieden“. Dabei erfuhr ich unter anderem, dass in der finnischen Stadt Turku nachweislich seit 1320 der Weihnachtsfrieden um zwölf Uhr mittags ausgerufen wird. Dort wird vom Direktor der Stadtverwaltung eine aus dem Mittelalter stammende Grußbotschaft verlesen, die von vielen Finnen im Fernsehen oder Radio verfolgt wird. Vermutlich hat dieser Brauch von Skandinavien aus erst den Weg nach Estland gefunden.

Wir freuen uns über alle, die dabei sein wollen oder etwas Ähnliches in ihrem Ort veranstalten.

Getagged mit: , ,

Eine Zuschrift

über Kleingarten  Kompost Karma

 

Liebe Frau Feuerstack,

nun lese ich schon tüchtig in Ihrem Buch. Ich freue mich sehr, nicht das ich Ihnen eine Kritik schreiben will – Sie wissen ja viel besser was mit dem Buch los ist – Ich möchte mich einerseits bedanken weil das Buch ja bei mir – wie doch wohl auch bei anderen Lesern Erinnerungen wachruft- nein auch weil Sie schreiben wie „Einfach“ es doch ist. Meine Erfahrung ist doch  das viele Menschen sagen  es wäre entweder komplizirt oder nicht möglich (Goetheanum und Hochschule) oder das ist so komplicirt und nichts für mich (Menschen aussserhalb der Anthroposophie). Die „offenen Menschen – zB Geomanten wundern sich dann eher nur wieder über die „Verkopften“ Anthroposophen. Insofern freue ich mich doch sehr.

Ich gratuliere auch zu dem Mut…und…die Mischung ist gut wie sie ist – hier danke ich das die Kritik in die eine oder andere Richtung nicht fruchtete…

 

Tatsächlich weis ich nicht wie ich hier noch Danken soll…Ich werde also viel Werbung machen das recht viele das Buch kaufen…und ich habe was auf den Weg in den Komposthaufen geschickt.

Getagged mit: , ,

Mysterien im Schrebergarten?

Über die Mysterien in meinem Schrebergarten habe ich ja bereits ein ganzes Buch geschrieben, das sollte eigentlich reichen, könnte man meinen. Ich möchte heute auch gar nicht viel schreiben, sondern mehr die Bilder für sich sprechen lassen, die am Himmelfahrtstag dieses Jahres in diesem Garten entstanden sind.
Wir nennen diese lebendigen Symbole Kosmogramme, denn wir möchten durch sie einen Zusammenhang herstellen zwischen den Naturgegebenheiten des Ortes und dem Kosmos.
Indem wir uns einfühlsam und in Ruhe einem Ort nähern, die Erde, Pflanzen, Tiere, Formen der umgebenden Landschaft usw. auf uns wirken lassen, können wir eine energetische und seelische Beziehung mit diesem Ort eingehen und unsere inneren Eindrücke in äußeren Formen zum Ausdruck bringen.
Damit wollen wir den Ort in seiner ursprünglichen Kraft stärken und evtl. vorhandene Blockaden auflösen. Das Erschaffen und Betrachten dieser kleinen Kunstwerke bringt unser menschliches Bewusstsein in Verbindung mit unterschiedlichen Bewusstseinsebenen in der Landschaft.

 

 

fotos: fognin

Mysterien Im Hauptbahnhof? Teil 4

„Jeder Mensch ein Eingeweihter!“

[Bild nicht gefunden]Ich bin wieder da. Wartend, gegenwärtig, präsent am Ort der modernen Mysterien. Diesmal herrscht Hochbetrieb. Viele Menschen warten, allein oder in kleinen Gruppen. Ich gehe auf und ab und schnappe einige Gesprächsfetzen auf: über Zigarettenmarken, Prüfungsnoten, Krankheiten, Ferienpläne usw. Nichts Mysteriöses also. Oder doch?

Die bisherigen Lektionen legen nahe, dass die wahren Mysterien in der Banalität des Alltags verborgen sind. In dem genannten Spiegel-Interview tritt Beuys mit seiner Aussage über die Mysterien am Hauptbahnhof den Vorwürfen des Spiegel-Reporters entgegenzutreten, seine Werke seien so überfrachtet mit mystischen und schamanischen Symbolen, dass sie wohl nur von fortgeschrittenen Anthroposophen verstanden werden könnten. Er betont, dass er doch auch ganz einfache Dinge sagt und den Leuten klarmachen will, dass er genauso ist wie sie selber. Bekannt ist sein Ausspruch: „Jeder Mensch ein Künstler!“ Das lässt den Schluss zu, dass es keine Geheimnisse mehr gibt, die nicht jedem heute lebenden Menschen zugänglich sind. Das mag stimmen, aber es muss noch lange nicht bedeuten, dass auch jeder erleuchtet ist.

[Bild nicht gefunden]Der Zug aus Kiel kommt an. Unter den Aussteigenden ist ein junger Matrose in Uniform. Sein Anblick lässt eine mir völlig fremde Welt vor meinem inneren Auge entstehen. Ich frage mich, wie seine Erfahrungswelt aussieht, sein Alltag, worin seine spezielle Lebenseinweihung bestehen mag?
Mir fällt eine Begebenheit ein, die mir eine völlig neue Sichtweise auf das Wort Einweihung eröffnet hat:

Es war vor einigen Jahren, als ich in Basel einen Vortrag hielt mit dem Titel:
„Über Reinkarnationserfahrungen sprechen“ (siehe auch den Text „Reinkarnationserfahrungen“) Ich erwähnte das geistige Gesetz, von dem Rudolf Steiner sagt, dass ein „Eingeweihter“ umso vollkommener ist, je strenger er dieses Gesetz beachtet. Es besagt, dass

man niemandem Wissen vorenthalten soll, dass ihm gebührt, aber auch niemandem etwas erzählen soll, wofür er nicht reif ist

bzw. das er nicht verstehen kann und es daher ablehnen würde.
Nach diesem Vortrag fragte mich ein Herr, ob ich eine „Eingeweihte“ sei. Ich fühlte mich vollkommen überrumpelt von dieser Frage und ging ausweichend darüber hinweg. Später fragte ich mich, was ich daran eigentlich so provozierend fand? Ist es die Bedeutung, die wir in das Wort „Eingeweihter“ legen, die etwas von übermenschlicher Größe beinhaltet, von okkultem Wissen, das nur wenigen auserlesenen überragenden Geistern zugänglich ist, von dem der normale Sterbliche ausgeschlossen ist?

Ich hatte in meinem Vortrag die Bedeutung allerdings viel allgemeiner gehalten, so dass das entsprechende Gesetz eigentlich immer gilt, wenn jemand über Wissen verfügt, das anderen Menschen nicht ohne weiteres zur Verfügung steht. Das betrifft naturwissenschaftliches Wissen genauso wie spirituelles Wissen oder auch jedes andere Wissensgebiet. Wenn beispielsweise ein Computerspezialist mich mit seinem Fachwissen zutextet, obwohl ich in dieses Wissensgebiet nicht „eingeweiht“ bin, muss er sich über meine Abwehrreaktionen nicht wundern. Wenn er aber einem Kollegen mit einem Problem nicht weiterhilft, obwohl er über das erforderliche Wissen verfügt, ist das auch nicht nobel!

Wie viele soziale Probleme könnten vermieden werden, wenn alle Menschen dieses Gesetz, das einen „Eingeweihten“ vollkommen macht, beachten würden!

So gesehen kann ich eigentlich alle Menschen als Eingeweihte betrachten, eingeweiht in Mysterien des Lebens, von denen ich oftmals keine Ahnung habe. Es sind aber nicht nur Fachleute mit speziellem Wissen, sondern ganz besonders erfüllen Kranke, Behinderte, Verrückte und Außenseiter das Kriterium der Einweihung in besondere Lebensmysterien. Sie alle verfügen über außerordentliche Erfahrungen und Wissen, das ihren besonderen Lebensumständen zu verdanken ist. Über welche außergewöhnlichen Fähigkeiten verfügt ein Autist, ein Legastheniker, ein Demenzkranker? Mit wem können sie ihr Wissen teilen? Welche Lebensrätsel erschließen sich einem Obdachlosen, einem Drogensüchtigen? Na, ich will hier nicht zu weit gehen, aber ich möchte doch (frei nach Beuys) behaupten:

„Jeder Mensch ein Eingeweihter!“

Ich gehe zufrieden nach Hause, bereichert um die Feststellung, dass der Bahnhof tatsächlich einen Mysterienort erster Güte darstellt. Man könnte allenfalls einwenden, dass die beschriebenen Erlebnisse sich auch an fast jedem beliebigen anderen Ort abspielen können, sogar im Goetheanum. Dem stimme ich zu.

Damit scheint mir der Beweis erbracht, dass die gesamte Erde in unserer Zeit eine einzige große Mysterienstätte ist!

Getagged mit: , , , , , , ,

Mysterien im Hauptbahnhof? Teil 3

Intermezzo zum „Tag der Bahnhofsmission“

dsci0769 Es ist kein Witz und auch keine Erfindung meinerseits: Heute ist der offizielle „Tag der Bahnhofsmission“ unter dem Motto: „Kinder verstehen Bahnhof.“ Endlich komme ich meinem Anliegen näher, die Mysterien des Bahnhofs zu verstehen, denn wenn schon Kinder Bahnhof verstehen können, dann sollten Erwachsene das doch erst recht können! Denke ich zumindest…

dsci0770 Ich habe keinen Zweifel daran, dass Kinder erleuchteter sind als Erwachsene und viel mehr spirituelles Wissen haben als wir. Oft genug schon war das unschuldige Geplapper von Kindern die Botschaft, die mich auf die richtige Spur meiner inneren Suche brachte, vorausgesetzt, dass ich eine klare Frage in mir hatte. Sobald eine solche Frage da ist, sorgt ein mysteriöser Mechanismus dafür, dass die Antwort mir zufliegt, sei es aus dem Mund eines Fremden, eines Kindes oder in der Form, dass der Geist buchstäblich mit Büchern oder Zeitschriften nach mir schmeißt, die aus dem Regal fallen oder im Zug liegengelassen wurden. Zugegeben, das passiert auch an anderen Orten, aber ich kann nicht leugnen, dass der Bahnhof prädestiniert für solche Erfahrungen ist.

dsci0771 Es gibt um die hundert Bahnhofsmissionen in Deutschland und in Eckernförde befindet sich eine davon. Das wertet unseren zweigleisigen Haltepunkt enorm auf! Ich glaube wieder daran, dass ich hier lernen kann, Bahnhof zu verstehen. Heute findet zur Feier des Tages eine Aktion mit der Eckernförder Puppenspielerin Cordula Thonett statt, die unter anderem mit den Kindern Kochlöffelpuppen bastelt. Auf die Besonderheit des Tages weisen fünf blaue Luftballons vor der Tür der Bahnhofsmission hin. Ich betrete den Raum. Cordula und ihre Strumpfpuppe Klara Korn sind mir seit langem bekannt, aber es ist das erste Mal, dass ich Klara mit einem Anstecker der Bahnhofsmission sehe. Ich frage Klara, was man hier denn so lernen kann. Sie antwortet:

„Ich weiß nicht, ich verstehe nur Bahnhof.“

dsci0772 Ja, das ist ja gerade die Fremdsprache, die ich lernen will, sage ich, ob es da vielleicht so etwas wie ein Wörterbuch gibt? Da muss Klara leider passen. Es scheint doch ein größeres Mysterium zu sein, diese Fremdsprache namens Bahnhof zu erlernen…

Der Bahnhof ist nicht nur ein Ort des Wartens, sondern auch der Kommunikation, der Begegnung. Jedenfalls war das früher mal so. Da konnten auf Zugreisen oder beim Warten durchaus nette Begegnungen stattfinden. Heute sind die meisten Ohren zugestöpselt, die Augen auf Handy, Laptop, Zeitung oder Buch fixiert oder einfach geschlossen. Begegnungen finden heute vorzugsweise im Internet statt. (Danke übrigens, dass Sie hier sind und mich wahrnehmen! Ich bedaure nur, dass diese Begegnung so eingleisig verläuft wie die Strecke von Kiel nach Flensburg, gäbe es da nicht zweigleisige Haltepunkte wie diesen hier, an denen sich der Raum zu einem Treffpunkt verschiedener Blickrichtungen erweitert.)

dsci0773 Kaum sind mir diese Gedanken durch den Kopf geschwirrt, als sich eine korpulente Dame neben mir niederlässt. Sie beginnt mir ihre Lebensgeschichte zu erzählen und ihre abenteuerliche Reise von Hamburg nach Eckernförde. Die Strecke zwischen dem Hamburger Hauptbahnhof (auf dem laut fognin die knallharten Einweihungen stattfinden, siehe Teil 1) und Hamburg-Dammtor ist nur ein paar hundert Meter lang, aber so oft gestört, dass man wirklich unglaubliche Grenzerfahrungen machen kann, sollte man diese Strecke befahren wollen. Da wird dem Reisenden empfohlen, mit der S-Bahn nach Altona oder Dammtor zu fahren, um weiter gen Norden gelangen zu können, mit dem Ergebnis, dass man dann in der Pampa steht und auch nicht weiter kommt. Ja, das klingt einweihungsverdächtig!

Wieder mal die Deutsche Bahn als erfindungsreicher spiritueller Lehrmeister!

dsci0775 Nicht jede zufällige und oberflächliche Begegnung ist zwangsläufig eine bedeutsame Schicksals-Fügung. Dennoch liegt es ein Stück weit bei mir, eine solche daraus zu machen. Vorausgesetzt, die vorige Übung, das Warten in Gegenwärtigkeit zu verwandeln, sei gelungen, können auch ohne Worte tiefe Wesensbegegnungen mit anderen Menschen möglich sein. Ein Blick, ein Lächeln, ein absichtsloser Wortwechsel können eine unmittelbarere Verbindung zum Gegenüber herstellen, als so manches ergebnisorientierte Gespräch. Ich höre also geduldig und verständnisvoll zu, bereichert um die Einsicht, wenigstens ansatzweise Bahnhof zu verstehen.

Fortsetzung folgt

Getagged mit: , , , , , , , ,

Mysterien im Hauptbahnhof? Teil 2

Warten

[Bild nicht gefunden]Eine Woche ist mit Warten vergangen. Dass die Fortsetzung meiner Geschichte auf sich warten ließ, hat den einfachen Grund, dass Warten im Moment das Thema schlechthin ist. Der Bahnhof als Schauplatz meiner Suche nach Mysterien entpuppt sich als phantastischer Ort, um die Mysterien des Wartens zu ergründen.

Es ist zehn Uhr vormittags und buchstäblich gar nichts los an unserem zweigleisigen Haltepunkt. Gähnende Langeweile! Keine Mysterien in Sicht. Nach einer Weile frage ich mich, worauf ich eigentlich genau warte. Was meinte Beuys mit Mysterien? Paranormales, Grenzwissen, kultische Feiern mit geheimem Kern, Einweihungsriten?
Eine Leserin schrieb mir, dass es für sie total neu ist, dass das Erleben oder Entdecken von Mysterien das gleiche wie Erleuchtung sein soll. Eigentlich wollte ich mich an dieser Stelle nicht auf komplizierte Begriffsdefinitionen einlassen, aber ich merke, dass ich ihr Recht geben muss und eine Differenzierung vielleicht auch meiner Suche förderlich sein könnte.

Das Wort Mysterien deutet auf Geheimnisvolles und Rätselhaftes hin. Die Mysterienschulen alter Kulturen waren Orte, an denen ausgewählten Menschen Wissen vermittelt wurde, das für die Allgemeinheit nicht zugänglich war. Man sprach von Einweihung in geheimes Wissen, in magische Fähigkeiten, in spirituelle Praktiken, die oft auch mit bestimmten Aufgaben und Machtpositionen einhergingen. Zumeist waren es Priester oder Herrscher, die man als Vertreter des Göttlichen verehrte, denen man vertraute und folgte. Mich überkommt ein leises Unbehagen bei den Worten Mysterienwissen und Einweihung, eben weil beides vielfach mit Macht und Machtmissbrauch einherging, mit hierarchischen Strukturen und erstarrten Überlieferungen.

Unter Erleuchtung stelle ich mir wirklich etwas anderes vor, nämlich einen Menschen, dessen Lebenswandel von Achtsamkeit und „Nicht-Anhaftung“ am materielle, emotionale oder mentale Strukturen geprägt ist, jemand, der von seiner eigenen Göttlichkeit so durchdrungen ist, dass er leuchtet. Dazu braucht man nicht unbedingt über geheimes Wissen zu verfügen. Da geht es mehr um bedingungslose Liebe, um inneren Frieden und Einssein mit sich und der Welt, um Vereinigung mit dem Göttlichen, die sich in einer reinen, klaren, harmonisierenden Ausstrahlung manifestiert. Viele christliche Mystiker waren in diesem Sinn erleuchtet, auch viele einfache Menschen, die in Hingabe und Liebe dem Geistigen verbunden sind. Ich denke, dass Mysterien-Einweihung und Erleuchtung sich nicht unbedingt ausschließen müssen, sondern sich gut ergänzen können. Wissen kann Tore zu neuen Erfahrungswelten öffnen, die zu mehr Liebe und Frieden führen können.

Ich warte immer noch. Versuche mich zu entspannen. Der Haltepunkt ist gänzlich ausgestorben.

Warten ist eine der spirituellsten Übungen überhaupt, aber für mich auch eine der schwersten.

Ich hasse es auf etwas warten zu müssen, aber zu warten, ohne zu wissen worauf, ist geradezu eine übermenschliche Geduldsprobe. So ähnlich stelle ich mir die Prüfungen in den alten Mysterienstätten vor, durch die die Zöglinge auf die höheren Weihen vorbereitet wurden. Bekannt sind die Feuer-, Wasser- und Luftprobe im alten Ägypten, wo es darum ging, in gefährlichen oder unbekannten Situationen Seelenstärke und Gelassenheit zu entwickeln, um den ungewohnten und erschütternden Erlebnissen der Einweihung standzuhalten.
Tatsächlich ist der Bahnhof ein Ort, der wie kaum ein anderer geeignet ist, das Warten zu üben, ein Ort, an dem üblicherweise gewartet wird und wenig Aufregendes von diesem Wartezustand ablenkt.
Viele Menschen füllen diese Wartezeit mit Essen, Rauchen oder Lesen aus, einige scheinen traumverloren ihren Gedanken nachzuhängen. Sie wirken abwesend, nicht wirklich präsent.

Bei der Suche nach Erleuchtung geht es um eine andere Art des Wartens, eine, die eine totale Achtsamkeit erfordert. Erleuchtung hat etwas mit Bewusstheit zu tun, mit Präsenz bis in die Zehenspitzen hinein. Warten ohne Er-wartung, ohne Anhaftung an bestimmte Vorstellungen oder Resultate, das ist Freiheit! In diesem Zustand der wachsamen Gegenwärtigkeit ändert sich schlagartig die Wahrnehmung. Das Bewusstsein vertieft sich bis in die Körperprozesse hinein und erweitert sich gleichzeitig in den Umkreis hinaus. Wann haben wir schon Gelegenheit, uns auf eine solche Bewusstseinsübung einzulassen? Wenn der Alltag uns mit seinen Forderungen beherrscht, wir uns selber hinterherlaufen und unseren Terminplan erfüllen wollen, sind die Bedingungen denkbar ungünstig. Dagegen bietet das Warten auf das Eintreffen eines Zuges eine einzigartige Gelegenheit, diese unverhofft geschenkte Wartezeit mit lebendiger Präsenz zu erfüllen, vorausgesetzt, man ist nicht in Gedanken auf das erwartete Ereignis fixiert.

Ich gestehe, dass ich dazu neige, sehr leicht in eine solche Fixierung zu geraten. Dann werde ich ungeduldig, nervös, wütend oder ängstlich, je nachdem was von dem Eintreffen des Ereignisses abhängt.

Die Deutsche Bahn übertrifft in dieser Hinsicht jeden spirituellen Lehrmeister.

Sie verlangt einem Reisenden unerbittlich und schonungslos Warte-Übungen ab, die für normale Sterbliche unerträglich sein können. Allein für Erleuchtungswillige erschließt sich der geheime Sinn dieser Prüfungen. Heute kann ich allerdings die nun erscheinende Anzeige, dass der Zug voraussichtlich zehn Minuten später eintreffen wird, gelassen hinnehmen und die Wirkung dieser Botschaft auf die Wartenden studieren. Sie stöhnen, schimpfen, fluchen, verdrehen die Augen oder starren resigniert vor sich hin. Einige nehmen es mit Humor und erzählen sich gegenseitig ihre Erlebnisse mit der deutschen Bahn.

Leute, kapiert ihr denn nicht, dass es sich hier um eine spirituelle Übung handelt?

Ich gehe für heute nach Hause, bereichert um Einsicht, dass ein Bahnhof sich als Ort des Wartens besonders gut eignet, um Gegenwärtigkeit zu üben.

(Fortsetzung folgt)

Getagged mit: , , , , , , , , , , ,

Mysterien im Hauptbahnhof?

„Die Mysterien finden im Hauptbahnhof statt, nicht im Goetheanum.“

Dies sagte Joseph Beuys in einem Spiegel-Interview im Jahre 1984, in dem er auf seine Beziehung zur Anthroposophie angesprochen wurde. Dass die Mysterien nicht im Goetheanum stattfinden, ist mir schon klar. Aber ist das eine Garantie dafür, dass sie im Hauptbahnhof stattfinden? Ich beschließe, die Probe aufs Exempel zu machen und die Aussage von Beuys im realen Leben zu überprüfen.

[Bild nicht gefunden]Eckernförde hat zwar nur einen kleinen Bahnhof, auf dem weniger los ist als an einer Straßenbahnhaltestelle einer Großstadt, selbst wenn man den angrenzenden Busbahnhof dazu rechnet, aber da es der einzige im Städtchen ist, nenne ich ihn hier den Hauptbahnhof. Ich wohne direkt gegenüber dieser modernen Mysterienstätte, schon seit gut drei Jahren, aber jetzt erst wird mir bewusst, dass ich diese Gelegenheit, die Erleuchtung direkt vor der Haustür abholen zu können, bisher gar nicht genutzt habe. Nun bin ich wild entschlossen, dieses Versäumnis nachzuholen und meine spirituelle Entwicklung auf dem Hauptbahnhof von Eckernförde voranzubringen.

Damit keine falschen Vorstellungen von diesem Gebäude entstehen, begnüge ich mich im Folgenden wohl doch lieber mit der Bezeichnung Bahnhof. Es ist ein kleines einstöckiges Flachdachgebäude, in dessen Mitte sich eine achteckige Wartehalle befindet. Auf der einen Seite schließt sich das „Reisezentrum“ an, ein winziger Schalterraum, gegenüber befindet sich ein Bistro mit kleiner Buchhandlung und „Pressecenter“. Die Gleisanlagen sind extrem überschaubar: die eingleisige Strecke erweitert sich hier auf zwei Gleise und ein kaum benutztes Ausweichgleis. Noch überschaubarer ist der stattfindende Verkehr: Einmal stündlich hält ein Zug auf dem Weg von Kiel nach Flensburg und einmal in der Gegenrichtung. Zu Berufsverkehrszeiten gibt es dazwischen noch eine Verbindung von Eckernförde nach Kiel und zurück.

[Bild nicht gefunden]Ich habe zwar noch keine Idee, in welcher Weise mich an einem so unspektakulären Ort die Erleuchtung treffen könnte, aber ich ahne zumindest, dass die wichtigste Vorbereitung dafür darin besteht, selber offen und ohne Vorurteile zu sein, im Herzen die Frage, welche neuen Lernschritte und Geschenke das Leben für mich bereit hält. So mache ich mich nun auf den Weg, der höchstens fünfzig Meter lang ist, überquere die Straße und den Bahnhofsvorplatz, öffne die Tür zur Wartehalle und warte. Mein Blick wandert umher. Durch die gläsernen Wände sind die Gleisanlagen und dementsprechend die ein- und ausfahrenden Züge gut sichtbar. Einige Menschen sitzen in der Halle, andere stehen draußen und warten. Ich warte ebenfalls, aber nicht auf einen Zug, sondern auf die von Beuys versprochenen Mysterien.

Der Eckernförder Künstler „fognin“ findet, dass mein Vorhaben, hier die Erleuchtung zu finden, schon an der Prämisse krankt. Er besteht darauf, dass Beuys eindeutig von einem Hauptbahnhof sprach und nicht von einem „optisch hochfrisierten Haltepunkt“, der seiner Meinung nach aus Eckernförder Minderwertigkeitskomplexen heraus Bahnhof genannt wird. Er sagt:

„Kiel hat einen Bahnhof. Hamburg einen Hauptbahnhof. Die Mysterien finden in Hamburg, Berlin und Hamm statt (Degenhardt). Hier gibt es nur Mysterienen. In Kiel Mysterchen. Aber in Hamburg, da wirst du knallhart eingeweiht! Ob du das so willst, ist eine andere Frage.“

[Bild nicht gefunden]Meinen Einwand, dass ich auf meinen unzähligen Reisen gen Süden den Hamburger Hauptbahnhof mehr als gründlich kennengelernt habe, ohne eine knallharte Einweihung zu erleben, lässt er nicht gelten. Das ginge nun mal nicht so einfach auf einer Durchreise, da müsste ich schon einen ganzen Tag verbringen und zudem noch innerlich ganz auf die Erleuchtung ausgerichtet sein. Mag sein, dass mir ein ganzer Tag im Hamburger Hauptbahnhof tatsächlich aufregende Grenzerlebnisse bescheren würde, aber mal ehrlich:

Ist die Behauptung, die Mysterien würden nur an einem Hauptbahnhof stattfinden, nicht genauso absurd und illusorisch wie die Annahme, sie würden im Goetheanum stattfinden?

Ich meine, der Geist weht wo er will, er lässt sich an keinen Ort fixieren, und warum sollte er nicht an einem zweigleisigen Haltepunkt wehen? Ich habe mir schon vor Jahren auf meinen inneren Wunschzettel geschrieben: Ich möchte immer dort sein, wo der Geist gerade weht, die Liebe fließt, die Arbeit wartet und ich genährt werde. Wenn es keinen äußeren Ort gibt, der diese Kriterien erfüllt, ist eben die Reise nach innen angesagt. Dann ist es in meine Verantwortung gestellt, den Geist wehen und die Liebe fließen zu lassen, an mir zu arbeiten und für mich zu sorgen.

Was treibt mich also jetzt an diesen hochfrisierten Haltepunkt, wenn ich nicht wirklich daran glaube, dass die Erleuchtung überhaupt von einem bestimmten Ort abhängig ist?

Die Wahrheit ist: Ich weiß es nicht!

Und Nicht-Wissen ist wohl die beste Voraussetzung für ein Experiment ohne Fixation auf ein bestimmtes Ergebnis…

(Fortsetzung folgt)

Getagged mit: , , , , , , ,

Begegnung mit Hans-Frieder Willmann

[Bild nicht gefunden]Wer mein Interview von 2004 bis zum allerletzten Schluss gelesen hat, wird dort auf den Namen Hans-Frieder Willmann gestoßen sein. Dieser Name begegnete mir zum ersten Mal im Herbst 1995 in dem Buch „Der Lehrerkreis um Rudolf Steiner“, in dem er einen Nachruf auf seine ehemalige Lehrerin Clara Michels verfasst hatte. Seine liebevolle Charakteristik sprach mich sehr an, ich konnte einige der geschilderten Wesenszüge in mir wiedererkennen, sodass ich mich in meiner Vermutung bezüglich meiner vorigen Inkarnation als Clara Michels bestätigt fühlte. Er beschrieb dort unter anderem, wie seine Lehrerin ihm half, seine Schreibblockade zu überwinden, indem sie ihn ermunterte, seinen Aufsatz einfach im schwäbischen Dialekt zu schreiben, den er zu Hause sprach.

Einige Zeit nach dieser Lektüre kam ich während eines Stadtbummels in Stuttgart (wo wir damals wohnten) am „Tagblatt-Turm“ vorbei, der Residenz des Stuttgarter Wochenblattes. Mein Blick fiel beiläufig ins Schaufenster – und ich glaubte meinen Augen nicht zu trauen: in der Auslage befanden sich mehrere Bücher von einem Autor namens Hans-Frieder Willmann. Kann das Zufall sein? Aufgeregt betrat ich den Ladenraum und studierte den Klappentext der Bücher. Kein Zweifel, dort hieß es, der Autor sei 1922 geboren und habe die Stuttgarter Waldorfschule besucht. Ich kaufte zwei der Bücher und beschloss, die Spur weiter zu verfolgen. Lebt er noch? Wenn ja, wo? Was hat er mit dem Stuttgarter Wochenblatt zu tun?

Es war schon eine seltsame Vorstellung, dass ein Mensch, den ich in meinem vorherigen Leben als Kind kannte, mir jetzt als alter Mensch begegnen könnte!
Ein Anruf beim Wochenblatt ergab, dass man mir weder Adresse noch Telefonnummer geben dürfe, aber ich könne ihm einen Brief an die Adresse des Wochenblattes schreiben, entweder unter dem Namen Hans-Frieder Willmann oder Fred Wiesen, das sei sein Pseudonym.
Fred Wiesen??! Es dauerte nicht lange, bis der Groschen fiel. Dieser Name ist nun wirklich allen Stuttgartern geläufig durch seine wöchentliche Kolumne „Stuttgarter Tagebuch“ im Stuttgarter Wochenblatt. Erst später erfuhr ich, dass er lange das Wochenblatt als Herausgeber und Gesellschafter führte.

Zunächst schrieb ich den Brief. Ich wollte nicht gleich mit der Tür ins Haus fallen und fragte vorsichtig, ob er bereit sei, mir etwas aus seinen Erinnerungen an Clara Michels mitzuteilen, ich hätte ein Forschungsinteresse an dieser Person. Er rief mich an, erreichte aber nur den Anrufbeantworter und versprach, sich nach seinem nun beginnenden Urlaub wieder zu melden. Auf diesen Anruf wartete ich jedoch vergebens.
So schnell wollte ich aber nicht aufgeben und versuchte es ein Jahr später noch einmal. Es spielte sich exakt dasselbe ab: Er sprach mir auf den Anrufbeantworter mit der Ankündigung, sich nach seinem Urlaub wieder zu melden. Wiederum geschah nichts. Nach einem weiteren Jahr sollte es der dritte und letzte Versuch werden. Diesmal erreichte er mich und fragte nach dem „journalistischen Aufhänger“ für meine Recherchen. Etwas verlegen gestand ich, dass mein Interesse eher privater Natur sei, was ich ihm aber lieber in einem persönlichen Gespräch erklären würde als telefonisch. Daraufhin plauderte er eine Weile aus seinen Erinnerungen an seine Lehrerin, bevor er mir – nun schon zum dritten Mal – versprach, sich nach seinem Urlaub wieder zu melden. Dieses kurze Gespräch löste eine starke Resonanz in mir aus, es stiegen sogar Bilder von einer noch früheren karmischen Begegnung in Ägypten auf. Insofern hatte es schon den Effekt, den ich mir quasi als Bestätigung erhofft hatte. Der versprochene Anruf blieb jedoch wieder aus. Ich gab auf. Drei Versuche sind genug! Es soll wohl nicht in diesem Leben sein!
Oder doch?

Etwas später nahm ich einen Job bei der Post als Briefsortiererin in unserem Stadtbezirk an. Da fiel mir der Name Hans-Frieder Willmann auf Briefen auf. So wurde das Geheimnis um die vom Wochenblatt streng geheim gehaltene Adresse gelüftet! Ich realisierte, dass er ganz in meiner Nähe wohnte und ich täglich an seinem Haus vorbei kam. Von nun an war ich sehr wachsam beim Passieren des Hauses. Ob sich vielleicht ein „zufälliges“ Treffen ergeben würde? Aber auch das geschah nicht, obwohl ich den alten Herrn mehrmals von Weitem in seinem Garten oder am Fenster erblickte.
Im März 2000 zogen wir schließlich nach Eckernförde. Damit schien das Thema abgehakt zu sein.
Es tauchte erst wieder auf, als im Februar 2004 in der Zeitschrift Lazarus das Interview mit mir erschien, in dem der Nachruf von Hans-Frieder Willmann auf Clara Michels erwähnt wurde. Es wäre mir unangenehm gewesen, hätte er davon auf Umwegen erfahren. Also beschloss ich, ihm die Zeitschrift zuzuschicken und eine persönliche Erklärung hinzuzufügen. Ich verwies auf meinen dreimaligen Kontaktversuch, aber auch mein Unvermögen, mein eigentliches Motiv damals so konkret zu formulieren. Am nächsten Tag klingelte das Telefon. Er sei schwer beeindruckt und wolle mich unbedingt kennenlernen, sagte Herr Willmann. Das ließ sich leicht arrangieren, denn ich war ohnehin mehrmals im Jahr in Stuttgart auf Arbeitsreise.
Als ich die Treppe zu seinem Haus hinaufstieg, kommentierte er mein Erscheinen mit den Worten:

„Keine Frage, die Maika in jung!“

Maika war der Kosename, den die Klasse ihrer Lehrerin gegeben hatte. Es ist das ungarische Wort für Mutter. Es war eine sehr intensive Begegnung, in der ich viele interessante Einzelheiten über Clara Michels erfuhr. Ein zweites Treffen einige Monate später brachte dann aber nicht mehr viel Neues an den Tag, sodass ich es damit bewenden ließ.
Hans-Frieder Willmann ist trotz seiner inzwischen gut neunzig Jahre immer noch tätig, unter anderem im Stiftungsvorstand des Rudolf-Steiner-Nachlasses. In den letzten Jahren sind auch mehrere Bücher von ihm erschienen, das letzte im vergangenen November. Das Überwinden der Schreibblockade scheint sich gelohnt zu haben!

Getagged mit: ,

Sirius

Immer wieder erreichen mich Fragen, an welchen Themen ich denn nun persönlich arbeite, was sich in den letzten Jahren an innerer Entwicklung vollzogen hat, die sich dann in dem äußeren Weg niederschlägt? An dieser Stelle kann ich nur auf mein jüngst erschienenes Buch „Kleingarten Kompost Karma“ verweisen, in dem ich sowohl den inneren roten Faden der letzten Jahre beschrieben habe als auch die jetzigen Forschungsthemen, die sich teilweise während des Schreibens neu aufgetan haben.

Da gab es zum Beispiel eine sehr spannende Grenzerfahrung während einer Meditation, die zuerst mit heftigen Widerständen einherging, mit Verzweiflung und Einsamkeit, mich dann aber zu einem bisher ungekannten Gefühl von Heimat und Geborgenheit führte. Im Bild befand ich mich auf einem Lichtplaneten von sehr liebevollen Wesen umgeben, die mich zu kennen schienen. Dabei tauchte das Wort Sirius auf. Mein Verstand rebellierte heftig dagegen und noch heute weiß ich nicht genau, was ich davon halten soll. Das innere Erlebnis wirkt auf jeden Fall befreiend nach. Ein Freund, der schon vor Jahren behauptet hatte, mich vom Sirius her zu kennen (was ich immer weit von mir gewiesen hatte), erzählte mir auf meine Nachfragen, dass die Wesen auf dem Sirius sehen und hören, was auf der Erde geschieht und es dort zu musikalischen Kunstwerken verarbeiten. Das sei eine wichtige Inspirationsquelle für Musiker.

Kurz nachdem ich das Manuskript vollendet hatte und es einigen Freunden zu lesen gab, bekam ich dann interessanterweise etliche spannende Rückmeldungen ausgerechnet zum Thema Sirius. Eine Freundin berichtete über eine Radiosendung, von der sie zufällig einen Teil hörte, in der sich ein Paar aus Ostdeutschland in einer auffallend liebevollen und achtsamen Weise unterhielt. Es ging darum, zu erklären, was sie unter Liebe verstehen. Sie sprachen darüber, wie sie miteinander umgehen, wie sie sich schätzen und lieben, aufeinander achten und umsorgen. Als der Mann die Frage stellte, was wohl geschieht, wenn sie nicht mehr sind und wo sie hinkommen, wenn sie sterben, antwortete die Frau wie selbstverständlich: „Auf den Sirius.“ Der Mann fragte nach, ob sie das wirklich so sicher weiß. Für die Frau schien das alles klar zu sein. Sie machte auf meine Freundin einen spirituell sehr wachen Eindruck, obwohl ihre Sprache ganz einfach klang.

Eine andere Freundin, die als Lehrerin in einer Schule für mehrfach behinderte Kinder arbeitet, machte mit ihren Schülern eine Nachtwanderung. Einer ihrer Zöglinge schaute dabei sehr in sich gekehrt nach unten. Sie ermunterte ihn, doch einmal nach oben zu den Sternen zu blicken. Da richtete er sich vor ihr auf und fragte sie, ob sie den Sirius kennt. Während sie darüber nachdachte, was er wohl mit dieser Frage wollte und ob er die Position des Sirius am Himmel meinte, hielt sie den Kopf etwas gesenkt, um besser nachdenken zu können. Der Schüler beobachtete sie und sagte bei einer späteren Gelegenheit: „… und da habe ich Sie gefragt, ob Sie den Sirius kennen. Und da haben Sie beschämt zu Boden geschaut!“

Auch andere Bekannte und Freunde erzählten mir, dass sie eine Beziehung zum Sirius haben oder sich dort beheimatet fühlen. Von vielen Seiten hörte ich, dass diese Seelen vom Sirius in der heutigen Zeit vermehrt auf der Erde erscheinen mit einem starken Friedensimpuls, der ein liebevolles harmonisierendes soziales Miteinander zum Ziel hat. So suchte mich einen neue Klientin auf, die große Mühe hatte, sich auf der Erde heimisch zu fühlen. Sie gehörte nirgends richtig dazu, fand trotz überragender Kompetenzen keinen geeigneten Wirkungskreis und wollte am liebsten gar nicht inkarniert sein. Auf meine vorsichtigen Nachfragen gestand sie mir, dass eigentlich der Sirius ihre Heimat sei, wo sie gerne wieder hin möchte. Ich fragte sie, was sie denn dort tun würde, wenn es ihr gelänge hinzukommen. Sie antwortete: „Liebe abstrahlen natürlich!“ „Kannst du das nicht auch hier auf der Erde tun?“ fragte ich weiter. Ja, das würde sie schon gerne, gab sie zurück, aber das sähe das Arbeitsamt nicht als einen anerkannten Job an.

Bei weiteren Recherchen stieß ich auf eine Aussage, des Komponisten Karlheinz Stockhausen, der einmal gesagt haben soll :

„Ich bin auf dem Sirius ausgebildet worden und will dort auch wieder hin, obwohl ich derzeit noch in Kürten bei Köln wohne. Auf Sirius ist es sehr geistig. Zwischen Konzeption und Realisation vergeht fast keine Zeit. Was man hier als Publikum kennt, passive Beisitzer, gibt es dort gar nicht. Da ist jeder kreativ.“

Auch Rudolf Steiner hat sich verschiedentlich über den Sirius als geistige Sphäre geäußert.

Hat jemand sonst noch Erfahrungen auf diesem Gebiet? Eigene Erlebnisse? Ich freue mich über entsprechende Zuschriften!

cf_balken_cf_karma

Getagged mit: , , , , ,

Neun Jahre später (nach dem Interview)

Wie kann das bloß sein, dass neun Jahre nach meinem Interview immer noch so viele Leute darauf zugreifen, in letzter Zeit mehr denn je? (Ja, ich weiß,  und  haben in jüngster Zeit darauf hingewiesen, aber auch vorher wurde ich oft darauf angesprochen) Mit einigem Erstaunen nehme ich zur Kenntnis, dass das Thema wohl immer noch (oder jetzt erst recht?) offensichtlich viele Menschen bewegt. Offensichtlich ist vieles von dem damals Gesagten auch heute noch aktuell. Ich persönlich würde allerdings aus meiner heutigen Sicht an einigen Stellen Ergänzungen oder Relativierungen anbringen, anderes vielleicht gar nicht aussprechen oder jedenfalls mit mehr Distanz betrachten.

Es scheint mir an der Zeit, Bilanz zu ziehen und kundzutun, was sich seitdem in mir bewegt hat:

hdr1628 Vor neun Jahren bewirkte dieses Interview einen Wendepunkt in meiner Biografie insofern, als ich nach der Veröffentlichung von vielen Menschen und Orten gerufen wurde, um die Karmaarbeit in größerem Ausmaß als vorher in die Welt zu bringen. Dabei lernte ich viele Menschen kennen, die ähnliches erlebt hatten wie ich und einen (inneren und äußeren) Ausweg aus dem Dilemma suchten. Menschen, die schon in ihrer vorhergehenden Inkarnation mit Rudolf Steiner und der Anthroposophie in Berührung gekommen waren und diesmal jenseits der Gesellschaft sehr auf sich selbst und ihren eigenen Weg zurückgeworfen wurden. Keine Autoritäten mehr, kein Guru, kein Lehrgebäude! Das Einzige was zählt ist der Christusimpuls im eigenen Inneren, der gelebt werden will, nicht nur theoretisiert.
Zu einzelnen Aussagen in dem Interview, die ich zum jetzigen Zeitpunkt so nicht mehr machen würde, werde ich vielleicht später einmal Stellung nehmen. Das Wesentliche was sich für mich geändert hat ist, dass ich an den angesprochenen Themen völlig das Interesse verloren habe. Vielleicht ist das normal, dass Themen, die man so intensiv durchgekaut und wiedergekäut hat, irgendwann an Bedeutung verlieren? Ich weiß es nicht. Ich kenne auch Leute, die mit dem Wiederkäuen kein Ende finden. Jedenfalls denke ich im Moment:

„Wer will sich denn heute noch (immer wieder) mit der Anthroposophischen Gesellschaft und ihrer unerfreulichen Vergangenheit beschäftigen?

Ist das nicht längst abgestandener kalter Kaffee?“

Offensichtlich ist es nicht so einfach, den kalten Kaffee einfach wegzuschütten und neuen zu kochen, denn ich erlebe immer wieder, wie schmerzhaft die Verstrickungen von damals in vielen Seelen noch nachwirken und nach Klärung und Erlösung streben. Also freue ich mich, wenn mein „kalter Kaffee“ anderen Menschen noch schmeckt!

Unterdessen bin ich vor circa sechs Jahren aus der Anthroposophischen Gesellschaft ausgetreten. Das war kein spektakulärer oder emotionaler Akt, auch kein Protest gegen irgendwen oder -was, sondern eine friedliche spontane Entscheidung. Diese Anekdote will ich hier gerne erzählen:
Ich befand mich gerade in Dornach auf einer Arbeitsreise. Dornach war einer der Orte, an denen ich mehrmals im Jahr Einzelsitzungen in Karmaarbeit anbot. In der ersten Zeit hatte ich ein Quartier in unmittelbarer Nähe des Goetheanums. Ich verrichtete also meine – in den Augen dogmatischer Anthroposophen ketzerische – Arbeit mit stillem Vergnügen und mit heimlicher Genugtuung in Sichtweite der „Hochburg der reinen Lehre.“
In einer unerwartet eingetretenen Arbeitspause geschah es dann: Jetzt ist es soweit! dachte ich plötzlich, machte mich auf den Weg und betrat die heiligen Hallen. Eine gespenstische Stille empfing mich. Vielleicht ist es nicht immer so, aber in diesem Moment wirkte das Goetheanum auf mich wie ein toter Ort, eine Art Mausoleum, in dem Leichen verehrt werden.
Mit leichtem Gruseln schlich ich die einsamen Flure entlang. Endlich fand ich eine offenstehende Tür mit der Aufschrift „Sekretariat“. Tatsächlich befand sich in dem Zimmer ein lebendiger Mensch, eine freundliche Dame, der ich mein Anliegen vorbrachte, dass ich gerne aus der Gesellschaft austreten würde, aber leider meine Mitgliedskarte nicht zurückgeben könne, da ich sie bereits vor Jahren verloren hatte. Die Dame runzelte die Stirn und fragte nach meinen Gründen für diesen Schritt. „Die Zeit, in der das für mich stimmte, ist einfach abgelaufen.“ sagte ich lapidar. „Ich habe schon lange keine konkrete Anbindung und keinen Bezug mehr zu dieser Gesellschaft, obwohl ich die Anthroposophie nach wie vor schätze und ihr viel verdanke. Es ist ein Teil meiner Vergangenheit, für den ich dankbar bin, aber an dem ich trotzdem nicht länger kleben bleiben möchte.“ Auf dem Rückweg hatte ich das Bild eines vertrockneten Blattes, das sich im Frühjahr sanft vom Baum löst und friedlich hinab schwebt. Jetzt können die schon vorhandenen neuen Knospen wachsen! Kein Drama, auch keine besondere Erleichterung, sondern ein ganz natürlicher Prozess in Frieden und Dankbarkeit!

hdr1623 Etwas schwieriger war es dann zweieinhalb Jahre später, die Reste meiner Klostervergangenheit loszuwerden. Das gehört auch zum Thema, denn die Klosterstrukturen finden sich ja vielfach in der Anthroposophischen Gesellschaft wieder. Während eines Seminars hatte ich ein Bild, in dem ich mich in einer großen Klosterkirche befand, in der Gesellschaft von fünf anderen Mönchen, die mir das Klostergelübde abnehmen sollten. Dazu kamen die Worte: Ich habe mich unterworfen. Durch das Gelübde, mich den Klosterregeln zu unterwerfen, habe ich einen Teil meines freien Willens abgegeben.
Nun erkläre ich zwar, dass diese Zeiten vorbei sind und ich das Gelübde auflösen will, aber das scheint nicht so einfach zu sein. Die Brüder wollen mich nicht frei geben. Sie machen mir klar, dass ich ja nicht nur etwas abgegeben habe (nämlich den freien Willen), sondern dafür auch etwas bekommen habe: geistiges Wissen, Macht und das Privileg, sich in der Gemeinschaft der Kontemplation widmen zu können statt sich mit weltlichen Nöten herumzuschlagen. Ich solle mir bewusst machen, inwiefern ich profitiert habe und was ich dieser Entwicklung alles zu verdanken habe. Dafür sei ich der Kirche weiterhin verpflichtet und könne nicht so einfach das Gelübde brechen. Dieses energetische Band erweist sich als äußerst hartnäckig. Es braucht viel Kraft, um es allmählich aufzulösen. Mir wird klar, dass das auch mit meiner Lehrtätigkeit zu tun hat, denn das Vermitteln geistiger Inhalte durch ein kollektives Gedankengebäude bewirkt eine Bindung an dieses Kollektiv. Das Neue wird sein, durch reine Liebe zu wirken, nicht durch das Weitergeben einer Lehre.
Wenige Tage nach diesem Erlebnis befand ich mich wieder in Dornach und wollte einen Besuch in Arlesheim machen. Ich hatte einmal den Tipp bekommen, dass sich in der Krypta des Arlesheimer Doms in wunderbarer Stille-Raum befindet, den ich seitdem gelegentlich aufsuchte. Auch diesmal genoss ich die Stille und unglaubliche Kraftausstrahlung dieses Raumes. Wieder oben im Kirchenraum, fiel mein Blick auf ein aufgeschlagenes Buch in einer Seitenkapelle, in das jeder seine Wünsche und Gebete eintragen konnte. Ha! dachte ich, ein guter Ort, um meine katholischen Altlasten loszuwerden! Kurz entschlossen schnappte ich mir den Stift und schrieb:

Hiermit gebe ich alle alten Gelübde zurück!!

Und ging befreit und erleichtert hinaus….

Getagged mit: , , , , , , , ,

Reinkarnationsforschung heute

Reinkarnationsforschung heute

Kürzlich erreichte mich die Anfrage einer Zeitschrift nach dem aktuellen Stand der Reinkarnationsforschung heute: wie es jetzt damit aussieht, auch bei mir persönlich, wer sonst noch daran forscht, ob das Interesse daran zurückgegangen ist, wie ich diese Arbeit jetzt beurteile und ob das damalige starke Interesse auch bei Anthroposophen nur eine Modeerscheinung war?

200160_2009-08-08_

Meine Antwort habe ich hier schriftlich zusammengefasst:

Zunächst einmal: Der Begriff Reinkarnationsforschung ist mir zu einseitig. Karmaarbeit ist viel umfassender als die Erforschung früherer Leben. Es geht um Verständnis und Erkenntnis komplexer karmischer Zusammenhänge, nicht nur im zwischenmenschlichen Bereich, sondern auch um das Karma des Menschen mit der Natur und der Erde, um die bewusste Zusammenarbeit mit der geistigen Welt, auch um karmische Aufgaben, die in die Zukunft hinein führen. Es versteht sich von selbst, dass dies bisher nur von wenigen Menschen in intensiver Einzelarbeit geleistet werden kann.

Ich mache diese Arbeit nun seit fast zwanzig Jahren und kann eigentlich nicht sagen, dass das Interesse grundsätzlich zurückgegangen ist. Nur in der Form, wie ich es jahrelang auf vielen Reisen angeboten habe, ist eine gewisse „Sättigung“ eingetreten, auch bei mir selbst.

Da sehe ich mehrere Gründe:

Die Arbeit in Gruppen und Seminaren sowie das Angebot von Einzelsitzungen an verschiedenen Orten hat zum einen eine starke Ausbreitung meiner Arbeit mit sich gebracht, zum anderen wurden aber auch viele Menschen angezogen, die einfach mal aus Neugier „schnuppern“ wollten oder eine schnelle Lösung für ihre Lebensfragen suchten. Da gab es sicherlich auch „Mode-Effekte“, aber ich denke auch, dass es einfach ein starkes Bedürfnis vieler Menschen war, diese Arbeit kennenzulernen und selbständig damit weiter zu arbeiten. Es war und ist mein Hauptanliegen, den Menschen ein Handwerkszeug zu vermitteln und ihnen Mut zu machen, damit eigenständig umzugehen. Das ist vielfach auch gelungen, sodass ich es als einen natürlichen Effekt betrachte, dass die Nachfrage nach so einer Grundlagenarbeit irgendwann nachlässt.

Karmaarbeit in Seminaren und Vorträgen zu vermitteln war für mich vielfach mit Kompromissen behaftet. Karma ist doch eine so individuelle Angelegenheit, dass eine Gruppenarbeit mit diesem Thema nur begrenzt möglich ist.

Es war einerseits in Ordnung für mich, auf diese Weise mehr in die Breite zu „streuen“, denn es hat meine Erfahrung mit den unterschiedlichsten Menschen, meine Fähigkeiten und Einsichten enorm erweitert. Andererseits empfand ich es auf Dauer ermüdend, immer wieder quasi von vorne anzufangen und eine grundlegende Einführung zu geben, ohne so in die Tiefe gehen zu können, wie es eine ernsthafte Karmaarbeit eigentlich erfordert.

Im Laufe der Zeit hat sich die Arbeit selbst immer mehr geändert, zum einen weil ich versucht habe, den Bedürfnissen der Menschen nach schneller Problemlösung gerecht zu werden, zum anderen weil die Botschaften der geistigen Welt immer mehr in die Richtung wiesen:

„Ihr müsst nicht mehr alle Einzelheiten aufarbeiten! Es reicht das Prinzip verstanden zu haben und Verzeihen, Vergebung und Loslassen zu üben. Jetzt geht es immer mehr darum, vorwärts zu schauen, eure Schöpferkraft zu entwickeln und mit der geistigen Welt zusammen zu arbeiten.“ 

So habe ich nicht nur Meditationsübungen entwickelt, die für eine Gruppenarbeit geeignet und heilsam waren, sondern auch z.B. eine Bewegungsübung, bei der es um die Verwandlung von Doppelgänger-Anteilen geht. Es war für mich selbst frappierend, wie effektiv und zeitsparend eine solche Übung wesentliche Blockaden lösen kann. Da es mir immer schon eher um den therapeutischen Effekt als um reine Forschungsfragen ging, habe ich meinen Fokus sehr stark auf eine möglichst effektive Problemlösung gerichtet. Für viele Menschen ist aber nach wie vor eine Erkenntnis ihrer früheren Leben und karmischen Verstrickungen eine äußerst bedeutsame Erfahrung, die riesige Entwicklungsschritte mit sich bringt. Oft sind diese Schritte so groß, dass es Monate oder sogar Jahre braucht, um das Ergebnis entsprechend ins Leben zu integrieren. Oft habe ich auch erlebt, dass Seminarteilnehmer überhaupt erst viele Jahre später den Schritt in eine intensive Einzelarbeit wagen. So manches „neugierige Schnuppern“ entpuppt sich als ein Samenkorn, das erst viel später zu einem Entschluss führt, die Arbeit am eigenen Karma zu vertiefen.

Einzelarbeit bieten nach wie vor einige Menschen auch im anthroposophischen Umfeld mit entsprechendem Hintergrund an. Vor einigen Jahren hat sich eine Gruppe von Menschen zusammengefunden, die mit unterschiedlichen Ansätzen, aber alle auf anthroposophischer Grundlage arbeiten, mit dem Anliegen, sich untereinander auszutauschen und die verschiedenen Ansätze kennenzulernen. Eine von dieser Gruppe geplante Tagung zum Thema Karma ließ sich leider nicht verwirklichen. Unter www.immolünzer.de (Inkare) findet man eine Liste mit den entsprechenden Adressen.

Es gibt bedauerlicherweise nach wie vor viele Vorbehalte und Vor-Urteile innerhalb der Anthroposophischen Gesellschaft gegenüber diesen individuellen Ansätzen der Karmaforschung. Das mag auch der Grund sein, warum sich Menschen, die auf diese Weise arbeiten, aus der Anthroposophischen Gesellschaft zurückziehen. So paradox es klingen mag: ich erlebe nirgends so große Vorbehalte gegenüber praktisch angewandter Karmaerkenntnis wie ausgerechnet dort, wo man eigentlich Vorreiter dieser Arbeit erwarten würde!

978-3-944408-08-8_titel_vs_800 In meiner eigenen Forschung spielt nun zunehmend das Karma des Menschen mit den Naturreichen ein Rolle (s.mein neues Buch…) Mit Reinkarnation und karmischen Verstrickungen im zwischenmenschlichen Bereich habe ich inzwischen so viel Erfahrung, dass ich für mich keine grundlegenden Forschungsfragen mehr sehe, abgesehen natürlich von der individuellen Arbeit mit Menschen, die immer wieder Neues und Überraschendes zutage fördert. Mein Interesse verlagert sich aber auf Bereiche, die für mich noch wenig beackert sind.

Siehe auch: Interview mit Christiane Feuerstack: „Die Rückerinnerung an die Begegnung mit Rudolf Steiner gehörte für mich zu den ersten Erfahrungen“.

cf_balken_cf_karma

cf_button_cc  cf_button_mail

Getagged mit: , , , , , ,

Buchvorstellung (Audio) 1 bis 5

Kleingarten Kompost Karma

in Eckernförde

hdr1617 Teil 1 Einführung von Christiane Feuerstack   2Lesung_CF_1

hdr1618 Teil 2  2Lesung_CF_2

hdr1619 Teil 3  2Lesung_CF_3

hdr1622 Teil 3 2Lesung_cf_4

hdr1623 Teil 3 2Lesung_cf_5

cf_balken_cf_aktion

Getagged mit: , , , ,

karmagarten in der EZ

https://www.shz.de/nachrichten/lokales/eckernfoerder-zeitung/artikeldetails/artikel/ein-leben-mit-kompost-und-karma.html

Ein Leben mit Kompost und Karma | shz.de pdf

Ein Leben mit Kompost und Karma | shz.de_Seite_1
 

Top